9 maja 2016

Wings For Life 2016

Tylko inny biegacz zrozumie co to przed startowa lub jeszcze gorsza - startowa sraczka. Będzie bez krążenia wokół tematu tylko wprost. Ale od początku.
Zakładałam że w końcu uda mi się przebiec minimum 15 km. Prognozy pogody nie były optymistyczne. Słońce, gorąco, parówa, czyli powtórka z zeszłego roku i zupełnie nie moje klimaty. Jednak to nie temperatura mi przeszkodziła. O dziwo utrzymywałam tempo na pokonanie 17-18 km, noga podawała i nie cierpiałam szczególnie. Dzień przed biegiem zjadłam coś co mi bardzo zaszkodziło, ale skutki odczułam dopiero w niedzielę. Nieciekawie zaczęło robić się w pracy. Szybko napisałam do znajomych które też biegły czy mają Stoperan, węgiel lub inne cholerstwo na przypadłości żołądkowo-jelitowe. Droga praca - jezioro Malta to była jakaś masakra. Na Krańcowej rozpoczęłam rozgrzewkę czyli sprint do toi toia. Całe szczęście czekała przy nich Aga ze wszystkimi tabsami. Naszprycowałam się i czekałam na start. Do 7 km biegło się dobrze. Co prawda na pierwszym punkcie żywieniowym musiałam się zatrzymać, bo był taki tłok że nie szło się dostać do wody, ale ogólnie nie było źle. Zwłaszcza że trasę znałam, ponieważ biegłam trzeci raz, ale też był to fragment trasy z tegorocznego półmaratonu. Na Solnej zaczęłam zwalniać bo coraz bardziej przyduszało. Szukałam jakieś otwartego sklepu, kawiarni, czegokolwiek gdzie mogłam wbić i skorzystać z toalety. Byłam w centrum miasta i nie było NIC! Nawet Żabki które są chyba co 100 metrów. Kilka razy po prostu się zatrzymałam żeby przeczekać aż impreza w moich bebechach na chwilę ucichnie. Osoby które mnie mijały, klepały po plecach i dopingowały hasłem które miałam na koszulce (Na przypale albo wcale). Gdyby tylko wiedzieli że nie zwolniłam ze względu na zmęczenie, kolkę, itd. to może by mnie ponieśli do najbliższej toalety :D Po 10 km rozpoczęła się walka o przeżycie i żeby nie narobić w gacie. Chciałam już wskakiwać w jakieś krzaki, ale też nie było gdzie - w jednym miejscu był jakiś rów z małą rzeczką, ale tak stromy że wykosiłabym wszystkie rosnące tam pokrzywy. Gdy skręciłam na Hlonda moje marzenie się spełniło. Rząd toi toiów! Do pełni szczęścia brakowało Małysza. Odwróciłam się i co zobaczyłam? Samochód pościgowy! W tym momencie myślałam że faktycznie się posram, ale ze szczęścia. Moje cierpienie skończyło się po 10 kilometrach i 770 metrach. Jak tylko minął mnie samochód to wskoczyłam do pierwszej niebieskiej budki. 
Na Malcie czekała na mnie Paulina. Tym razem nie robiła za mobilny depozyt, bo moja torba była tak ciężka, że oddałam ją do depozytu żeby nie musiała tego targać. Zresztą okazało się że niezbyt dobrze się czuła, i nie chciałam jej obciążać. Chociaż siedziała ze mną na trybunach niemal do 18:00 bo koniecznie chciałam zobaczyć kto wygra. Bez niej bym zginęła (przyniosła drugą porcję Stoperanu) ;)<3 nbsp="" p="">
Rok temu miałam podobną sytuację, ale wtedy leki zadziałały. Tym razem pech... W dodatku z każdą edycją przebiegam coraz mniej kilometrów. 
No nic... Widzimy się na następnym Wings For Life 7 maja 2017 roku także w Poznaniu. Chyba zacznę suplementację Stoperanem na tydzień przed startem :D 
Na koniec jeszcze kilka słów o organizacji: 
1. Fajnie gdyby w przyszłym roku przeniesiono start na ul. Baraniaka (zwłaszcza jeśli limit zostanie zwiększony). Malta kojarzy się z bieganiem i jest to świetne miejsce na takie imprezy, ale w tym roku było bardzo tłoczno. Od startu aż do wylotu na Baraniaka uprawiałam marszobieg, bo początek trasy jest bardzo wąski i nie miałam jak wyprzedzać.
2. Rozdawanie folii NRC i WODY po wyjściu z autobusu. Tym razem folie były w autobusach, gdzieś na początku, ale ja o tym nie wiedziałam (i pewnie nie tylko ja), bo wchodziłam środkowymi drzwiami. W pierwszej edycji dostawaliśmy je właśnie po wyjściu + butelka wody. Niestety znowu dali dupy jeśli chodzi o wodopoje, bo na miejscu mogliśmy liczyć co najwyżej na Red Bulla. 
3. Przydało by się kilka punktów wydających makaron, bo jak weszłam na górę i zobaczyłam kolejkę to odechciało mi się jeść. Dobrze że miałam swoje jedzenie, bo prędzej padłabym z głodu niż doczekała się swojego przydziału. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz!

Jednak proszę o nie zamieszczanie linków reklamujących swojego bloga/konkurs i innych tego typu stron. Jeśli zainteresuje mnie Twój blog to na pewno go odwiedzę. Inaczej takie komentarze będą traktowane jako SPAM i zostaną usunięte.