14 sierpnia 2016

Chudy Wawrzyniec 2016

Była 2:15 jak zadzwonił budzik. Wiele osób już wstało. Powoli budzili się kolejni uczestnicy, robił się gwar i już nie dało się spać do ostatniej chwili. Wszystko naszykowałam przed snem. Niestety było niewygodnie i za krótko, ale co zrobić? Sama chciałam to teraz mam. Nie wiedziałam jak się ubrać, bo padał deszcz, ale w ciągu dnia miało się przejaśnić. Założyłam krótkie legginsy i koszulkę. Na start pojechałam w bluzie i kurtce przeciwdeszczowej. Było nieprzyjemnie, zimno i mokro. W ostatniej chwili ściągnęłam bluzę i schowałam ją do plecaka. Początkowe 6 km jest po asfalcie i lekko pod górę, ale bez problemu dało się biec. Pierwsze podejście na Rachowiec. Weszłam bez większego problemu. Jednak te zaczęły się na zbiegu. Cały czas kropiło, błota było mnóstwo, a do pokonania niemal pionowa ściana po mokrej trawie. Jak to ja, leciałam z góry jak poparzona. W głowie jedna myśl: "zwolnij debilu, bo połamiesz sobie nogi!", ale byłam w swoim żywiole. Zbiegi to jest to! Kolejne kilometry były całkiem przyjemne. Gdy minęłam dziesiąty to przypomniałam sobie o ITBS. Na treningu do tej pory robiłam nie więcej jak 9 km, a tu proszę, wszystko działa.
Kolejne podejście na Kikulę było już bardziej męczące. Ciągnęło się od około 15 do prawie 18-19 km (ale nie dam sobie ręki uciąć). Tempo miałam czasem tak wolne, że zegarek go nie pokazywał. Widoki? Morze mleka... nie było widać nic dalej jak na 15 metrów. Następny zbieg, podbieg, i pierwsza w mojej oszałamiającej biegowej karierze wywrotka. Jednak zapomniałam że to góry, i nawet niewielki deszcz powoduje, że ze szlaku robi się błotna zjeżdżalnia. A moje buty, idealne na takie warunki, leżały w worku, w bazie zawodów. Cudownie. I poleciałam na te kolana... W ostatniej chwili podparłam się rękoma. Niewiele brakowało, a leżałabym twarzą w kałuży. No nic, trzeba się otrzepać (czyli wytrzeć uwalane dłonie o legginsy), i lecieć dalej. Na pierwszym nieoficjalnym wodopoju, czyli schronisku na Wielkiej Raczy, nie zatrzymywałam się. Wyrzuciłam tylko opakowania po żelach i pognałam dalej mijając Marcina Świerca (chyba że miałam jakieś omamy, więc proszę mnie poprawić). Robiło się zimniej, zacinał deszcz, coraz mocniej wiatr, a tego zapowiadanego przejaśnienia ani widu, ani słychu. Założyłam kurtkę, i wtedy to się stało... Chyba na 28 km (lub 31) odezwało się kolano. Znacznie zwolniłam, już nie leciałam jak szalona na zbiegach, i coraz częściej szłam. Nie chciałam żeby zaczęło mocniej boleć, bo byłam w połowie drogi. Starałam się biec po płaskim, ale w pewnym momencie już za bardzo się nie dało. Walczyłam ze sobą, zastanawiałam się co zrobić. Przecież nie zejdę z trasy na 14 km przed końcem, ale z drugiej strony nie mam wyboru. W dół w miarę bez problemu, ale czekały mnie jeszcze dwa ciężkie podejścia. Dotarłam do punktu kontrolnego na 38 km. Tam minęłam się z Klarą. Szybka konsultacja co robić, czy dam radę. Powiedziała że tak, ale oddalając się krzyknęła: "ale chyba nie lecisz długą trasę?". Niestety nie tym razem. Zjadłam osławione borówki ze śmietaną, zgarnęłam batona, do bidonu wlałam izotonik, i poleciałam. Może się uda? Na bardzo prostym i bezproblemowym podejściu zaczęło boleć, i to konkretnie. Dotarłam do zbiegu i koniec. Nie byłam w stanie postawić kolejnego kroku. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach, bo tak daleko zaszłam, miałam dobry czas jak na debiut w górskim biegu, i taki pech. Nie mogło zacząć boleć za te 14 km? Wróciłam się na Przegibek. Mijałam biegaczy. Niektórzy patrzyli na mnie ze zdziwieniem jakby zastanawiając się co robię, bo może się pomyliłam i to zła trasa. Wielu pytało czy dam sobie radę, czy może cofną się ze mną na punkt. Ale nie chciałam ich spowalniać. Przy jednej dziewczynie się rozpłakałam i nie mogłam wydusić z siebie słowa żeby jej powiedzieć co się stało. Założyłam bluzę którą miałam w plecaku, bo zaczęłam tracić czucie w rękach. Całe szczęście udało się załatwić transport, bo w tym samym miejscu zszedł z trasy inny uczestnik, który miał ten problem co ja. Gdy z wolontariuszką Magdą czekałam na samochód to robiło mi się coraz zimniej. Pożyczyła mi swoje rękawiczki i kije żebym mogła zejść. Gdybym kontynuowała "bieg" to pewnie szybciej wykończyło by mnie wychłodzenie niż noga. Stałam i cała się trzęsłam. Dojeżdżając do bazy w Ujsołach mijaliśmy finiszujących biegaczy, w tym Klarę. Cholernie zazdrościłam, ale co zrobić... Tym razem rozsądek wziął górę. Nie chciałam totalnie zajechać nogi, bo chyba nigdy bym z tego nie wyszła. Niestety na miejscu też nie było kolorowo. Od rana brak ciepłej wody. Nie dość że dosłownie telepałam się z wychłodzenia, nie mogłam zginać palców, to czekał mnie prysznic w zimnej wodzie. Całe szczęście nie zachorowałam.
Podsumowanie:
- dystans: ok. 38 km + 2,92 km
- czas: 06:25:27
- uszkodzenia: ITBS
Sprzęcior:
- Asics Fuji Trainer 3 (a powinny być Runnegade... głupi błąd)
- opaski kompresyjne Zero Point
- legginsy Kalenji (Decathlon)
- koszulka BBMLW 
- kamizelka Asics Visible Vestpack
- 3 żele Nutrend Endurosnack Jagoda (zjedzone 2)
- 1 żel Etixx (z pakietu startowego, o smaku limonki, paskudztwo)
- 3 batony Flapjack Fitness Authority (zjedzone 3/4 jednego)
- 1 szot BeetIt (przed startem)
Wypiłam jakiś litr wody, na punkcie zjadłam dwa kawałki arbuza i borówki.

Sam bieg świetnie zorganizowany. Wszystko jest w regulaminie, dzień wcześniej jest odprawa, więc jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości to może uzyskać informacje bezpośrednio u źródła. Nocleg na sali był w tym roku płatny (10 zł), ale zapewnione są 2 noce, więc nie trzeba się spieszyć po biegu z prysznicem, jedzeniem i pakowaniem. W pakiecie dostaliśmy dwa 0,5 l softflaski - rewelacyjny pomysł! Przymierzałam się do zakupu, a tu proszę. Czytali w moich myślach. 

Nie traktuję tego jako porażki. Wrócę za rok silniejsza i skopię dupę temu patyczakowi na długiej trasie. Łatwo nie odpuszczam! 
A przede mną kolejne wyzwanie - maraton w październiku. To będzie drugie podejście do złamania 4 godzin. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz!

Jednak proszę o nie zamieszczanie linków reklamujących swojego bloga/konkurs i innych tego typu stron. Jeśli zainteresuje mnie Twój blog to na pewno go odwiedzę. Inaczej takie komentarze będą traktowane jako SPAM i zostaną usunięte.