29 grudnia 2016

Podsumowanie: 2016

Długo mnie nie było, ale nie chciałam Wam spamować sucharami. Rok powoli się kończy, a więc pora na podsumowanie. Biegowe oczywiście. Jak zwykle miałam kilka postanowień, które nie wypaliły, ale dużej katastrofy nie ma. Po kolei (tu "postanowienia" na 2016 rok: klik):
1. Dietę jako tako ogarnęłam. Niestety nadal biorę żelazo, ale już nie tak często. W styczniu mam następną kontrolę, i wtedy się okaże czy znowu ferrytyna spadła, czy utrzymuje się na sensownym poziomie. Chciałabym powoli rezygnować z mięsa, ale wszystko zależy od badań. Masa ciała bez zmian, tj. 58-60 kg, ale lecą centymetry z obwodów, czyli nie tracę mięśni. Jestem dobrej myśli że jednak uda się tym razem zejść chociaż do tych 55 kg.
2. Z półmaratonem utknęłam. Start w tym roku był jeden, w Poznaniu. Wymęczyłam tam 1:59. No nic, życie. Nie zawsze trzeba robić życiówki. (relacja tu: klik)
3. Trzecia edycja Wings For Life była dla mnie katastrofą katastrof. Armagedonem i końcem świata. Tak złego startu chyba nigdy nie miałam. Zrobiłam najmniej kilometrów ze wszystkich edycji. Ale jak chcecie poczytać o tym to zapraszam tu: klik.
4. Ah ten maraton. Chodzi za mną te 3:59 i ciągle nic. Najpierw w Krakowie 4:14:05 (klik), a w Poznaniu 4:11:37 (klik). Jednak nie poddaję się. W końcu to zrobię!
5. No z tym rozciąganiem to bywało różnie. Zdarzało się że robiłam to przez tydzień, czy dwa, a później znowu leń. Dlatego nadal jestem sztywna jak kij od szczotki.

Jeśli chodzi o starty w ultra to udało się ukończyć Zielonkę +75 km (klik). Co prawda nie było to zbyt miłe przeżycie, i gdy sobie to przypominam to wszystko mnie boli. Ale chyba dzięki temu ogarnęłam się, i już wiem że nie warto zarzynać się na trasie. Opamiętałam się na nieudanym starcie na Chudym Wawrzyńcu (klik), i zrezygnowałam z Łemkowyny. Bardzo chciałam tam pobiec, ale na 100% noga znowu by wysiadła zwłaszcza, że na błocku nie jest stabilnie, a to dla ITBS dobre nie jest. 
Triathlon nadal mnie męczy i chodzę na basen. Nie tak często jak bym chciała, ale pociesza mnie to, że z moim pływaniem nie jest aż tak źle. Nadal stresuję się, bardzo szybko oddycham bo brakuje mi tlenu, przez co próbuję płynąć jak najszybciej, ale mam nadzieję że w końcu to ogarnę. Do fizjoterapeuty też chodzę. Naprawił mi pasmo i na razie dziadostwo uspokoiło się, i mogę biegać. 

Trochę cyferek:
- przebiegłam: 1287 km
- spaliłam: 164838 kcal
- na treningu spędziłam: 278 godzin, 50 minut i 51 sekund
A rok jeszcze się nie skończył ;)

Wystartowałam w 16 biegach robiąc życiówki na następujących dystansach:
- 10 km - 52:07
- 42,195 km - 4:11:37
Jakie plany na 2017 rok?
1. Tu nie ma żadnej niespodzianki. Tradycyjnie, niezmiennie, i jak zwykle - schuść :D
2. Do czterech razy sztuka czyli Wings For Life i minimum 15 kilometrów.
3. Poznański półmaraton w 1:55 (a jeśli nie Poznań to Kraków bo tym razem nie odpuszczę i jadę).
4. 4 godziny połamane, skopane i zmiażdżone w pył na maratonie. Jeszcze nie wiem na którym, ale 2017 to będzie ten rok, kiedy to się stanie.
5. Skopanie chudej dupy Wawrzyńcowi na trasie +80 km. Nie odpuszczę!
Oprócz tego mam jeszcze trzy chore plany, ale ich nie zdradzę. O rezultatach dowiecie się w maju i październiku. Wtedy wszystko powinno się skończyć. Mam nadzieję że szczęśliwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz!

Jednak proszę o nie zamieszczanie linków reklamujących swojego bloga/konkurs i innych tego typu stron. Jeśli zainteresuje mnie Twój blog to na pewno go odwiedzę. Inaczej takie komentarze będą traktowane jako SPAM i zostaną usunięte.