2 maja 2017

16. Cracovia Maraton

Maraton w Krakowie, po zeszłorocznym starcie tam, stał się obowiązkowym biegiem w moim kalendarzu. Tym razem niewiele brakowało a nie dotarłabym na miejsce. A wszystko przez PKP. Z miesięcznym wyprzedzeniem kupiłam bilet przez internet. Wszystko ładnie, pięknie, aż nadszedł dzień wyjazdu. Ja, mistrz organizacji i planowania, zostałam na dworcu bo nie było mojego pociągu. Sprawdziłam tablicę odjazdów/przyjazdów i jedyny pociąg do Krakowa był o 12:21. Dotarłam na peron, nadal zero informacji i zapowiedzi, a po chwili na tablicy wyświetliło się: Szczecin Główny. Zamarłam. Bagaż pod pachę i sprint do punktu IC. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Dzień dobry! Bilet do Krakowa na dzisiaj proszę. Na najbliższy pociąg.
= Dzień dobry. Wątpię żeby były jakieś miejsca do Krakowa, bo jest majówka.
- Niech pani sprawdzi. Mogę stać, leżeć, jechać na dachu, ale muszę tam dzisiaj być!
= Do Krakowa na stojąco? Ale sprawdzę... Ma pani szczęście. Jest miejsce na 14:47.
- Biorę!
I tak lżejsza o 71 zł, po ponad dwu i półgodzinnym czekaniu, trzy godzinnej obsuwie dotarłam. Całe szczęście znajoma też biegła, była już na miejscu, i udało jej się wydrukować oświadczenie aby odebrać pakiet za mnie. Biuro zawodów zamykali o 20:00, a ja byłam na miejscu przed 21:00. Następnie czekał mnie kolejny sprint. Tym razem do hali gdzie był nocleg. Musiałam tam być przed 22:00, i wpadłam na styk. Weszłam do środka i od razu skierowałam się do tej samej sali w której spałam rok temu. Zostawiłam walizkę przed wejściem, wzięłam torbę, obeszłam wszystko, stanęłam w rogu, i zaczęłam się zastanawiać czy gdzieś tu się jeszcze wcisnę. Po chwili od jednego biegacza padła propozycja noclegu razem z nim - na dużym, dmuchanym, dwuosobowym materacu. Trzy razy zapytałam się czy na pewno, bo myślałam że sobie żartuje. A jednak nie! Pierwszy raz nie spałam na podłodze, na karimacie tylko pełen luksus. Materac!
Obudziłam się po 5:00, wyjrzałam za okno i pogoda nie zachęcała do wyjścia. Szaro, buro, trochę mgły, i deszcz. Pomimo paskudnej pogody nie skorzystałam z dojazdu tramwajem. Postanowiłam się przejść, bo dawno nie byłam w Krakowie, a że darzę to miasto miłością (jakkolwiek to brzmi w odniesieniu do jakiegoś miejsca), to chciałam chłonąć jego atmosferę na tyle ile się da. Po drodze zatrzymałam się przy pięknych kamienicach na ulicy Retoryka. 
Organizacja na Rynku Głównym była taka sama jak rok temu - w ten sam sposób ustawione toi toie (nawet z nich nie korzystałam, bo można nabawić się klaustrofobii w tym wąskim korytarzu), depozyty i szatnie. Problem miałam w depozycie bo tym razem najniższe numery znajdowały się na początku, a rok temu było odwrotnie. Sugerując się tym od razu poszłam na sam koniec, a tam zdziwienie... Musiałam przedzierać się z wielkim workiem, który się powoli urywał, między ludźmi, którzy postanowili akurat w depozycie się przebierać, rozgrzewać itd. Nie było tam miejsca, ale po co. Lepiej utrudniać wszystkim życie, stać w przejściach, nie przepuszczać, i jeszcze mieć pretensje że ktoś kogoś trąca bagażem. Przez te ceregiele spóźniłam się na zdjęcie Wkurw_team. Co prawda tylko 3 minuty ale jednak (zwłaszcza że ja organizowałam wszystko). Przed samym startem spotkałam jeszcze Monikę (ona odbierała mi pakiet), życzyłyśmy sobie powodzenia, i poszłyśmy do strefy. Chciałam spróbować atakować 4 godziny, bo jak biegłam w Dębnie to tempo na 4:15 było dla mnie wolne, konwersacyjne. Niestety nie byłam w stanie dopchać się do balonów, więc stanęłam gdziekolwiek. 
Start jak zwykle przepiękny! Zła pogoda nie odstraszyła kibiców i turystów. Wielu z nich stało w oknach i na balkonach hoteli przy Rynku. Zapamiętałam starsze panie które były na balkonie i odliczały razem ze spikerem, a gdy padło hasło "Start!", skakały i klaskały. Zupełnie jakby same startowały. Na początku było nieprzyjemnie, bo padało. Miałam kałuże w butach jeszcze zanim ruszyłam. Utrzymywałam całkiem sensowne tempo tak do 17-18 km. Tam minęły mnie balony na 4:15. Trochę się zdenerwowałam ale biegłam dalej. Gdzieś od 25 km zaczął wariować żołądek. Nie wiem co było powodem, bo żele miałam sprawdzone. Izotonik tak samo, a w trakcie całego biegu zjadłam tylko 1/3 banana, bo więcej nie potrzebowałam. Znacznie zwolniłam bo bałam się że zwymiotuję. Na każdym kolejnym wodopoju przechodziłam do marszu żeby żołądek się uspokoił. Przy Tauron Arenie na drugiej pętli wyprzedzili mnie pacemakerzy na 4:30. No trudno... Trzeba biec dalej. Gdzieś po 35 km dodatkowo zaczęło doskwierać mi pasmo, ale ból był mniejszy niż w Dębnie. Około 41 km był już bardziej upierdliwy i chciałam przejść do marszu, ale w tym miejscu, pod samym Wawelem znajdował się niesamowity punkt kibica. Podbiegł chłopak nadzierając się do mnie, później wołając przez mikrofon po imieniu, i od razu odechciało mi się iść. Do samej mety biegłam, a ostatnie 200 metrów to było coś pięknego, i znowu zdusiło mi gardło ze wzruszenia. Pomimo bólu wbiegłam na metę z uśmiechem.
(zdjęcie: fotomaraton.pl)
Kraków jest magiczny i chociaż uzyskany wynik jest beznadziejny to nie uważam tego startu za stracony czas. Kibice są tu najlepsi!
Trasa:
Krąży opinia że Kraków jest płaski i idealny na życiówkę. Kłóciłabym się bo płaskie jest Dębno, a następnie Poznań. 
Organizacja:
Znowu te kibelki na Rynku... Ciasno, tłok, ciężko się tam dostać, a później wydostać. Lepiej skorzystać z płatnej toalety w Sukiennicach. Jeśli chodzi o pakiet to w tym roku składał się z:
- koszulki
- medalu
- numeru startowego
- żelek Frugo (w moim pakiecie ich nie było)
- galaretek Wawel
- batonu białkowego ActivLab
- kuponu na Pasta Party
- worka
Na mecie każdy dostał coś w rodzaju pakietu regeneracyjnego, ale w tym roku był dość słaby. W siatce znalazłam keczup i musztardę Roleski, owsiankę, mini chlebek Melvit i baton. Chlebek i baton można zjeść od razu ale co mi po owsiance którą trzeba zalać mlekiem/wrzątkiem? Oprócz tego wydawano wodę, izotonik i banany. Nadal uważam że taki pakiet jest dobrym rozwiązaniem bo nie marnuje się jedzenie, ale pod warunkiem że jest tam coś sensownego, co faktycznie pozwoli na uzupełnienie energii. Po biegu poszłam coś zjeść bo inaczej bym padła w pociągu (co nie skończyło się dla mnie dobrze, bo czymś się strułam, ale nie jestem pewna czym).
Sprzęcior:
- kapcie Asics Hyper Speed 5 (polecam na deszcz, bo błyskawicznie "usuwana" jest woda ze środka, więc skończyło się bez otarć i pęcherzy)
- opaski kompresyjne Zero Point
- koszulka BBMLW
- rękawki Halfworn
- 2 żele Nutrend Cola z kofeiną Natural Born Runners i 1 żel ALE Cola z kofeiną Natural Born Runners
Podsumowanie:
- czas netto: 4:38:13
- miejsce OPEN K20: 134
- uszkodzenia: jeszcze trochę ITBS

Wracając do PKP: pociąg powrotny miałam o 14:51, więc w tempie ekspresowym musiałam się ogarnąć po biegu. Gdy dotarłam na dworzec to pociąg już stał na peronie. Weszłam, usiadłam, i ulga. Po chwili przyszło małżeństwo z biletami na to samo miejsce co ja. Postanowiliśmy poczekać na konduktora i to wyjaśnić. Pociąg ruszył i po około 30 minutach kontrola. Co się okazało? Mój bilet od ponad miesiąca był nieważny. Myślałam że się rozpłaczę, bo tego już było za wiele. Kupowałam go w punkcie IC. Na początku chciałam miejsce na pociąg odjeżdżający przed 17:00, ale nie było miejsc. Rozmowa ta sama: bo majówka więc pełne obłożenie i jest tylko na 14:51 w pierwszej klasie. Ze strony konduktora padło pytanie, że jak mogłam nie sprawdzić daty. Ale jeśli kupowałam bilet w kasie, wyraźnie mówiąc 30.04 a nie 02.04 to co miałam sprawdzać? Wróciłam do domu, schowałam bilet żeby gdzieś się nie zapodział i tyle. Musiałam kupić kolejny, ale tym razem 97 zł w plecy... Po powrocie złożyłam reklamację na oba, bo w końcu nie były wykorzystane i mam nadzieję że otrzymam zwrot, bo kwota mała nie jest. Takich problemów z PKP jeszcze nigdy nie miałam. 

W planach miałam październikowy półmaraton w Krakowie, ale niestety termin pokrywa się z poznańskim maratonem z którego nie zrezygnuję. Dlatego widzimy się w Królewskim Mieście na 17. Cracovia Maraton!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz!

Jednak proszę o nie zamieszczanie linków reklamujących swojego bloga/konkurs i innych tego typu stron. Jeśli zainteresuje mnie Twój blog to na pewno go odwiedzę. Inaczej takie komentarze będą traktowane jako SPAM i zostaną usunięte.